Humor Dorzecza Pradnika

 


 

Na lekcji geografii uczeń wykazuje się szczegółową wiedzą dotyczącą rzeki przepływającej przez Zielonki. Na zakończenie odpowiedzi dodaje naukowo:
- ...woda jest w niej tak czysta, bo składa się wyłącznie z płynu i tlenu.

Do restauracji w podziemiach Dworku Białoprądnickiego dzwoni klient:
- Dzień dobry. Chciałbym u Państwa zamówić duży stolik na jutro.
- Przykro nam. Mebli nie sprzedajemy.

Na podmokłych łąkach w Toniach rozmawiają dwie żaby:
- W mojej kałuży mieszczą się dwa wiadra wody!
- Do mojej możesz wlać nawet i dwadzieścia!
- Bujasz!
- Naprawdę. Rano zgubiłam korek.

- Halo! Pan sołtys? Po pana łące chodzi bociek i depcze krowom trawę. Niechże go pan przepędzi!
- Bardzo dziękuję za troskę! A kto mówi?
- Żaba.

Na Czerwonym Prądniku, w Boże Ciało kończy się główna msza św. Aktywny wikary spiesznie podchodzi do mikrofonu z komunikatem:
- Ruszając w uroczystą procesję "Zróbcie Mu miejsce" z orkiestrą, a potem siostro organistko "Bądźże pozdrowiona".

Zasłużona nauczycielka z Białego Prądnika uczy dzieci odmiany czasowników.
- Kowalski, jeśli powiem "jestem ładna", to jaki to czas?
- Jeśli już, to chyba bardzo przeszły...

Na posterunek policji w Zielonkach przybiega grupka małolatów.
- Panie policjancie! Panie policjancie! - krzyczą i ciągną funkcjonariusza za rękę - tam za rogiem nasz pan nauczyciel...
- Miał wypadek?
- Nie, nieprawidłowo zaparkował samochód!

Pani od przyrody pyta ucznia:
- Malinowski, dlaczego twoje wypracowanie o mleku jest takie krótkie?
- Bo ja, proszę pani, pisałem o mleku skondensowanym!

- Czy był pan do bierzmowania? - pyta ksiądz narzeczonego w czasie spisywania protokołu przedślubnego. Ten drapie się z zakłopotaniem: widać religijna autobiografia nie jest mu zbyt bliska.
- Zdzichu - przychodzi z pomocą narzeczona - na pewno byłeś. Przypomnij sobie jak w Popielec ksiądz ci sypał popiół na język!

- Jasiu, podaj przykład pasożyta.
- Krowa naszej sąsiadki.
- ...?
Ciągle się pasie na naszej łące!

W czasie festynu w Parku Kościuszkowskim na Białym Prądniku ojciec kupuje czwórce dzieci pieczone kiełbaski. Na tekturowych tackach wszyscy dostają jeszcze po dużej porcji musztardy. Widząc wahanie odbierającego tacki tatusia, ekspedientka wyjaśnia:
- Musztardę proszę pana dodajemy gratis.
- W takim razie rezygnuję z kiełbasek. Poproszę tylko o cztery porcje musztardy!

Znany ze skąpstwa Kowalski siedzi już pół dnia przed domem. Wydaje się bardzo zafrasowany. Obserwujący go od dłuższego czasu sąsiad nie wytrzymuje:
- Kowalski, a cóż ci się stało?
- Złamał mi się ząb... od grzebienia!
- To przecież nie powód do zmartwienia.
- Ale to był ostatni ząb!!!